30.06.2007

Powrót do korzeni

Przyszedł ten moment kiedy muszę coś napisać o mojej muzie... Ma 26 lat, niepowtarzalną urodę, potężny głos, którym operuje w taki sposób, że aktualnie nie ma sobie równych. Startowała w tym samym czasie co Britney Spears czy Mandy Moore. Zna ja każdy. Wielu z moich znajomych jej nie trawi. Kto to taki? Proste! Christina Aguilera. Christina jest artystką. Na swoim koncie ma 4 albumy... na upartego można powiedzieć, że 6. Wielkim przełomem w jej karierze było wydanie albumu Stripped. Płyta ta to perła. Nie ma na niej ani jednego dźwięku, który by mi się nie podobał. Genialne kompozycje połączone z genialnym wokalem stworzyły bestseller. Christina już dawno „wybiła się z pudełka” z mało utalentowanymi, ładnymi piosenkareczkami śpiewającymi łatwe i przyjemne piosenki dla nastolatek. Większość uważa, że ten przełom nastąpił dopiero w chwili wydania Stripped. Jak dla mnie ona już poprzez utwory Reflection czy Obvious z debiutanckiego albumu Christina Aguilera pokazała, że jest wokalistką z wyższej półki. Kolejnym małym przełomem było wydanie Mi Reflejo, czyli hiszpańskojęzycznej wersji debiutanckiego albumu, wzbogaconej o kilka nowych utworów. Jak dla mnie Mi Reflejo jest jednym z najlepszych jej albumów. Bije na głowę debiutancki album. Później było Stripped... Wielki szum, zachwyt i oczekiwanie na kolejny album. Wszyscy byli ciekawi co pokaże... Kiedy w 2006 roku wydała Back To Basics, początkowo byłem zachwycony. Nie potrafiłem oderwać się od tej płyty. Była zdecydowanym numerem jeden 2006 roku... No ale trochę czasu już minęło. Christina zawiodła mnie tym albumem. Stwierdzam to po bardzo długim czasie, ale tak jest. Album mnie męczy. Nie jestem w stanie wysłuchać go do końca. Jest na nim jedynie kilka utworów, które uwielbiam, i to się nie zmieni. Większość kompozycji mnie nudzi i męczy. Być może jest to efekt „przejedzenia”... Ostatnim gwoździem do trumny tego albumu, było wydanie na singla chyba najbardziej znienawidzonej przeze mnie kompozycji, zatytułowanej Candyman. Liczę, że przy następnej płycie, Christina będzie w stanie mnie zaskoczyć i ponownie zachwycić, ale zachwycić tak jak to było przy Stripped... na zawsze. Bo teraz wolę posłuchać Mi Reflejo i pięknych utworów jak np. El Beso Del Final niż „wracać do korzeni”...

19.06.2007

Ona pragnie i ja pragnę

Jej single znają wszyscy, bo niestety nie sposób nie znać czegoś co jest grane wszędzie. Myślę, że za niedługo doczekamy się jej sesji w CKM-ie, bo Playboy to zbytni prestiż... Jak tak dalej pójdzie, to będę bał się otworzyć lodówkę, żeby przypadkiem stamtąd mi przypadkiem nie wyskoczyła jej niezbyt urodziwa facjata. Reprezentowała Polskę w konkursie Eurowizji, gdzie wraz z kolegami z „legendarnego” już zespołu Ivan & Delfin odniosła pokazową klapę. Na swoim koncie ma debiutancki album, jego reedycję, drugi album i uwaga... „best ofa” (!). O kim mowa? Myślę, że już się domyślacie... Oczywiście o Gosi Andrzejewicz. Zastanawia mnie fenomen tej kobiety. Co ona takiego ma, że naród ją kocha? W sumie pod pojęciem naród, kryją się głównie obywatele z przedziału wiekowego 10-13 lat... Chociaż zdarzają się wyjątki... Pewnego dnia siedziałem sobie fryzjera i nagle słyszę „każdy z nas pragnie mieć trochę ciepła”. I myślę sobie co do cholery?! Obróciłem się i co zobaczyłem? Okazało się że pewien wyglądający na 25 lat mężczyzna miał ustawiony ten utwór jako dzwonek w telefonie... Traumatyczne przeżycie, ale prawdziwe... niestety. I tak kurde myślę, za co ci wszyscy ludzie ja tak lubią? Głos ma dziewczę straszny a jej ozdobniki „ijeijeijeije” to już jest szczyt. Jej utwory są tak banalne, że aż głupie. Ja rozumie, że ona pragnie... ale ja pragnę żeby odeszła. Dziewczyna zajmuje tylko miejsce na polskiej scenie, a przecież nie wnosi nic nowego. Najbardziej mnie bawi jej czerpanie inspiracji z Nelly Furtado. W jednym z utworów na jej albumie Lustro słychać wyraźną inspirację Say It Right, nieudaną oczywiście... w sumie to nawet jej najnowszy singiel Latino zalatuje mi No Hay Igual panny Furtado. Zero oryginalności... Ale czego można wymagać od Andrzejewicz? Ona była, jest i będzie jedynie Gosią A.. Jej gra medialna przed festiwalem w Opolu, miała chyba za zadanie pokazać, jaką to ona jest genialną wokalistką... No bo jak mówią, ze nie potrafi śpiewać, a na koncercie jednak pokazuje, że daje rade swoim utworom, to jest genialna i jakże niedoceniona... W tym momencie naród powinien przeprosić Małgorzatę... Tylko pozostaje jeszcze kwestia tego, jak ona to zaśpiewała... Moje uszy do tej pory cierpią, chociaż i tak już wolę jak śpiewa niż jak coś mówi, bo nie dość ze mówi bez najmniejszego sensu, to jeszcze jej głos jest bardziej irytujący niż podczas śpiewu... Mogło by się wydawać, ze to niemożliwe, a jednak... I co się teraz dziwić, że Edyta Bartosiewicz siedzi cicho i za cholerę nie chce wrócić? No bo co będzie wracać, skoro ze swoimi utworami nie będzie już miała siły przebicia, gdyż będą miały zbyt poetyckie i ambitne teksty... W sumie Edyta to teraz nawet wyglądem nie nadrobi... Bo swoje lata już ma, i nie pierdolnie się w Gali nago, przyodziana jedynie w prześcieradło, ani nie wystąpi na Eska Music Awards w kreacji która prawie że ukazuje jej narządy rozrodcze... No cóż... Nastały czasy kiedy w Polsce króluje banał... Mam nadzieję, że niedługo nadejdzie nowa epoka...

The Trouble With Skin

Pewnie niektórzy pamiętają istniejącą w latach dziewięćdziesiątych kapelę rockową – Skunk Anansie. Zespół zakończył swoją działalność po wydaniu 3 (bardzo dobrych) albumów. Twarzą kapeli była niezbyt urodziwa ale bardzo charyzmatyczna wokalistka – Skin. Obdarzona niepowtarzalnym wokalem, bogatą osobowością i wielkim talentem. Skin nigdy nie „owijała w bawełnę”. Po rozpadzie zespołu zrobiło się o niej cicho... Niby był jakiś duet z Maximem (The Prodigy), ale nic poza tym. Do momentu kiedy w 2003 roku, wokalistka postanowiła wydać debiutancki solowy album. I wtedy dostaliśmy nową Skin. Była liryczna, bardziej kobieca, ale nadal genialna. Subtelne utwory, piękny wokal, dobre teksty... Utwór Trashed, przez jakiś czas był nawet grany w komercyjnych, polskich rozgłośniach radiowych, co jest nie lada sukcesem. Album nie odniósł zbytniego sukcesu, ale dzięki tej płycie, Skin udowodniła, że jest Artystką. Po 3 latach od debiutu, Skin postanawia wydać drugi album. I tu zaczynają się schody. Porzuciła liryke... Stała się bardziej surowa i agresywna. Album Fake Chemical State, w przeciwieństwie do debiutanckiego Fleshwounds, nie jest już zbiorem świetnych utworów, których można słuchać latami... Niby jest na nim kilka dobrych kompozycji (Purple, Falling For You, Just Let The Sun czy Alone In My Room), ale nie ma tej magii która była zawarta na pierwszym albumie. Wydaje się, że Fake Chemical State, to płyta niezbyt świeża... Taka wtórna. Tak jakby Skin chciałą iśc na łatwizne i połaczyć wszystko to co robiła w Skunk Anansie i na debiucie... Nie wyszło niestety zbyt dobrze. Co ciekawe, najlepszym utworem z ery tego albumu jest świetny b-side z singla Just Let The Sun, zatytułowany Petrol Station Flowers. Nie ukrywam, że Skin jest jedna z moich ulubionych wokalistek. Liczę na to, że przy kolejnym albumie Skin już mnie nie zawiedzie i nagra coś na poziomie co najmniej debiutanckiego albumu.

18.06.2007

Kogoś tu brak... Dido

Usiadłem sobie tak dzisiejszego popołudnia i jak zwykle miałem odwieczny problem... Czego do cholery mam słuchać? To chyba najczęściej padające pytanie, które kieruję sam do siebie. No, więc stwierdziłem, że pozwolę żeby Winamp sam zadecydował. No i włączył. Zaintrygował mnie początek utworu... Pomyślałem, że brzmi znajomo, ale za cholerę nie potrafiłem dojść do tego, co to za utwór... I co widzę? Genialne Honestly Okay z repertuaru wspaniałej Dido. I właśnie w tym momencie zrozumiałem, jak bardzo mi brakuje tej kobiety... No, bo przecież ostatni album, wydała w 2003 roku! 4 lata temu! W tym czasie pokazały się różne gwiazdki (jak np. Rihanna, Paris Hilton, itp.), o których mało, kto będzie pamiętał po kilku latach. W sumie są też pewnie tacy, którzy nie pamiętają już Dido, albo kojarzą laskę z teledysku Eminema. Ale ja pamiętam. I przykro mi strasznie, że nie wydała niczego nowego. Bo brakuje mi tego klimatu, który tworzy w swoich utworach. Niby panna Amstrong to taka szara, kompletnie nie rzucająca się w oczy kobieta... Ale o to właśnie chodzi w muzyce. Uroda, seksapil, wyuzdanie sceniczne czy show, mają być tylko elementami dodatkowymi... nie koniecznymi, bądź jak to się teraz często zdarza podstawowymi. Dla mnie w muzyce chodzi o głos, emocje i umiejętność stworzenia niesamowitego klimatu... Dido to potrafi. Nie potrzeba jej było do tej pory 5 raperów na featuringach, błyszczących, kiczowatych klipów, bielizny zamiast ubrania. Zawsze kojarzyła mi się z prostą, zwykłą i skromną dziewczyną, o niesamowicie sympatycznej twarzy. I tęskno mi do jej głosu w radiu. Bo jak wszyscy wiedzą radia lubią Dido. Ktoś jej może zarzucić, że jest banalna i taka "radiowa". A dlaczego przymiotnik "radiowy" traktowany jest jako synonim słowa zły, kiepski... Czy radia nie mają puszczać tego, co dla nas przyjemne, co ma nas relaksować? Ja to akurat tak odbieram. Oczywiście nie zawsze spełniają moje wymagania, ale nie jest aż tak tragicznie.Wszystko wyszło jakoś chaotycznie... No, ale chciałem podsumować... Brakuje mi Dido. Chcę czegoś klimatycznego i na poziomie. Czegoś, co nie będzie zbyt ciężkie do słuchania do snu (Bjork), czegoś, co nie będzie zbyt nudne do prowadzenia samochodu (Norah Jones). Chcę po prostu idealnie mi pasującej w każdym momencie DIDO!