Pewnie niektórzy pamiętają istniejącą w latach dziewięćdziesiątych kapelę rockową – Skunk Anansie. Zespół zakończył swoją działalność po wydaniu 3 (bardzo dobrych) albumów. Twarzą kapeli była niezbyt urodziwa ale bardzo charyzmatyczna wokalistka – Skin. Obdarzona niepowtarzalnym wokalem, bogatą osobowością i wielkim talentem. Skin nigdy nie „owijała w bawełnę”. Po rozpadzie zespołu zrobiło się o niej cicho... Niby był jakiś duet z Maximem (The Prodigy), ale nic poza tym. Do momentu kiedy w 2003 roku, wokalistka postanowiła wydać debiutancki solowy album. I wtedy dostaliśmy nową Skin. Była liryczna, bardziej kobieca, ale nadal genialna. Subtelne utwory, piękny wokal, dobre teksty... Utwór Trashed, przez jakiś czas był nawet grany w komercyjnych, polskich rozgłośniach radiowych, co jest nie lada sukcesem. Album nie odniósł zbytniego sukcesu, ale dzięki tej płycie, Skin udowodniła, że jest Artystką. Po 3 latach od debiutu, Skin postanawia wydać drugi album. I tu zaczynają się schody. Porzuciła liryke... Stała się bardziej surowa i agresywna. Album Fake Chemical State, w przeciwieństwie do debiutanckiego Fleshwounds, nie jest już zbiorem świetnych utworów, których można słuchać latami... Niby jest na nim kilka dobrych kompozycji (Purple, Falling For You, Just Let The Sun czy Alone In My Room), ale nie ma tej magii która była zawarta na pierwszym albumie. Wydaje się, że Fake Chemical State, to płyta niezbyt świeża... Taka wtórna. Tak jakby Skin chciałą iśc na łatwizne i połaczyć wszystko to co robiła w Skunk Anansie i na debiucie... Nie wyszło niestety zbyt dobrze. Co ciekawe, najlepszym utworem z ery tego albumu jest świetny b-side z singla Just Let The Sun, zatytułowany Petrol Station Flowers. Nie ukrywam, że Skin jest jedna z moich ulubionych wokalistek. Liczę na to, że przy kolejnym albumie Skin już mnie nie zawiedzie i nagra coś na poziomie co najmniej debiutanckiego albumu.19.06.2007
The Trouble With Skin
Pewnie niektórzy pamiętają istniejącą w latach dziewięćdziesiątych kapelę rockową – Skunk Anansie. Zespół zakończył swoją działalność po wydaniu 3 (bardzo dobrych) albumów. Twarzą kapeli była niezbyt urodziwa ale bardzo charyzmatyczna wokalistka – Skin. Obdarzona niepowtarzalnym wokalem, bogatą osobowością i wielkim talentem. Skin nigdy nie „owijała w bawełnę”. Po rozpadzie zespołu zrobiło się o niej cicho... Niby był jakiś duet z Maximem (The Prodigy), ale nic poza tym. Do momentu kiedy w 2003 roku, wokalistka postanowiła wydać debiutancki solowy album. I wtedy dostaliśmy nową Skin. Była liryczna, bardziej kobieca, ale nadal genialna. Subtelne utwory, piękny wokal, dobre teksty... Utwór Trashed, przez jakiś czas był nawet grany w komercyjnych, polskich rozgłośniach radiowych, co jest nie lada sukcesem. Album nie odniósł zbytniego sukcesu, ale dzięki tej płycie, Skin udowodniła, że jest Artystką. Po 3 latach od debiutu, Skin postanawia wydać drugi album. I tu zaczynają się schody. Porzuciła liryke... Stała się bardziej surowa i agresywna. Album Fake Chemical State, w przeciwieństwie do debiutanckiego Fleshwounds, nie jest już zbiorem świetnych utworów, których można słuchać latami... Niby jest na nim kilka dobrych kompozycji (Purple, Falling For You, Just Let The Sun czy Alone In My Room), ale nie ma tej magii która była zawarta na pierwszym albumie. Wydaje się, że Fake Chemical State, to płyta niezbyt świeża... Taka wtórna. Tak jakby Skin chciałą iśc na łatwizne i połaczyć wszystko to co robiła w Skunk Anansie i na debiucie... Nie wyszło niestety zbyt dobrze. Co ciekawe, najlepszym utworem z ery tego albumu jest świetny b-side z singla Just Let The Sun, zatytułowany Petrol Station Flowers. Nie ukrywam, że Skin jest jedna z moich ulubionych wokalistek. Liczę na to, że przy kolejnym albumie Skin już mnie nie zawiedzie i nagra coś na poziomie co najmniej debiutanckiego albumu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz