7.11.2007
MUSICOLOGY download centre
Dziś swoje otwrcie miała nowa część MUSICOLOGY. Jest to strona na któej bedzieci mogli pobrać różne nowe i stare pliki muzyczne. Zapraszam serdecznie.
6.11.2007
Bieg, Sodówka i Pomyłka
Po dłuższej przerwie powracam. Jako, że w ankiecie wygrał „ktoś inny” to postanowiłem napisać coś o jednej z moich ulubionych wokalistek. Zadebiutowała w roku 2001, singlem nagranym w duecie z Marcinem Urbasiem. To znaczy... najpierw występowała w programie Tęczowy Music Box, potem grała w serialu Marzenia Do Spełnienia, ale te epizody wolałbym pominąć... Bez wątpienia ogromny wpływ na to, że ta kobieta zaistniała na rynku muzycznym miał jej ojciec, który jest wokalistą rockowego zespołu Perfect. Singiel zatytułowany Musisz Być Pierwszy okazał się hitem i dał Patrycji Markowskiej szansę na dalszy rozwój... Jeśli oczywiście rozwojem to można nazwać. Próbą miał być pierwszy solowy singiel – Opętanie. Piosenka była hitem. Bez wątpienia. Później poszło już z górki. Kolejne single, debiutancki album Będę Silna i bum. Koniec „szału”. Jednak Patrycja nie dała za wygraną i w roku 2003 wydała album Mój Czas. Dobre single promowane przez dobre klipy... No cóż ale hitu nie było. Sam album był zdecydowanie lepszy od debiutu, dojrzalszy i bardziej przemyślany. Patrycja szła w kierunku melodyjnego pop-rocka, chociaż sama twierdziła i twierdzi nadal, że gra rocka. Ale dobra niech jej będzie. Widocznie mamy trochę inne pojecie muzyki rockowej. Mój Czas zawierał kilka perełek, jak np. Nie Mam, Fotografie, Z Twoich Rąk czy też W Półśnie. Niestety poniósł pokazową klapę. „Promocja” zakończyła się po drugim singlu. Co ciekawe album był bardzo podobny do odnoszącego w tamtym czasie sukcesy albumu Eweliny Flinty - Przeznaczenie... Z tym, że album Patrycji był moim zdaniem lepszy... Patrycja nie dała za wygraną i nagrała kolejny singiel Tak O Mnie Walcz z którym wystartowała w konkursie premier opolskich. Nie odniosła tam sukcesu. W 2005 roku do radia trafił nowy singiel Patrycji – Cztery Ściany, w którym gościnnie udziela się Sycha. I tu niespodzianka. Chwyciło! Radia zaczęły grać singiel, stacje muzyczne puszczały teledysk. Patrycja miała małego hita. Wszystko rozkręciło się jeszcze bardziej, kiedy to Markowska wydała singla Gdy Zgasną Światła. Piosence towarzyszył rewelacyjny teledysk (jeden z lepszych polskich klipów). Piosenka była hitem! Patrycja wybiła się całkowicie. Do sklepów trafił jej trzeci album który miał dość wymowny tytuł Nie Zatrzyma Nikt. No bo tak, najpierw miała być silna i była, bo podniosła się po klapie pierwszego albumu. Kolejnym etapem miał być jej czas. Jako że wtedy nie był, to może to była jakaś prorocza wizja? Bo kiedy nadszedł jej czas to stwierdziła, że nie zatrzyma jej nikt i do cholery miała rację. Wydała rewelacyjny album, ale oprócz tego „rewelacyjnie” zaczęła się promować. Durne wywiady, sesje zdjęciowe w wannie do Faktu, nagranie piosenki na Mundial (Na Skrzydłach), która jest jedną z największych szmir w jej dorobku, związek z marnym „aktorem”. Ogólnie leciała jak Ikar na skrzydłach do słońca i nikt nie był w stanie jej zatrzymać. Z każdą kolejną rewelacją z jej obozu, moja sympatia do niej malała. Kolejnym etapem było wydanie singla Świat Się Pomylił. Piosenka mi się spodobała i to bardzo, ale kiedy stała się hitem roku to ją znienawidziłem. W międzyczasie panna Markowska zaszła w ciążę. Wiec pojawiły się kolejne rewelacje. Potwierdziła tylko, że nikt nie jest w stanie jej zatrzymać. W roku 2007 wydała album Świat Się Pomylił. I istotnie ten album to pomyłka i zarazem najlepiej sprzedająca się płyta w jej dorobku. Jedyną piosenką która została przez mą skromną osobę zaakceptowana, jest spokojne Bezsenność, Blues I Ja. Reszta out! Nie pomogli nawet Kasia Klich, Hania Stach i Grzegorz Markowski, którzy pojawili się w jednym z utworów. Patrycja wydała pomyłkę. Teraz czekam już tylko na jakieś gorące zdjecie z porodówki w Fakcie, bądź „naturalną” sesje z dzieckiem i mężczyzną życia w Gali lub Vivie. Patrycja jest idealnym przykładem tego jak sodówka może uderzyć do główki. Nikt Jej nie zatrzyma... w tej kwestii akurat się nie pomyliła. I tak na zakończenie posłużę się trochę zmienionym tekstem jej utworu... chociaż żal to na nią pora już... niech odejdzie na jakiś czas, przemyśli i powróci z godnym nazwiska materiałem. Jedna pomyłka wystarczy.23.08.2007
Diamond Kicz Project
Tak sobie pomyślałem, że czas skupić się tutaj trochę bardziej na rodzimej estradzie. Otóż zacznę od pewnego ewenementu... Jest to idealny przykład tego jak z muzyki na całkiem niezłym poziomie można zejść całkowicie na dno... Niedawno śpiewała "szansę znów dostałam..." i w sumie można powiedzieć ze tak się stało. Pojawiła się w muzyce w roku 2002. Wydała bowiem wtedy debiutancki album z zespołem Virgin, który nosił tytuł Virgin (tłum. Dziewica)... Już chyba wszyscy wiedzą, że chodzi o Dodę (Dorotę Rabczewską), bądź żeby było bardziej tandetnie Dodę Elektrodę... Album ten jest według mnie bardzo dobrą, rockową płytą. Może nie jest to rock w stylu Courtney Love, ale jest. Mamy tam kilka naprawdę dobrych kompozycji, jak np. To Ty, Dzieci Ziemi, Mam Tylko Ciebie czy Nie Złość Dody. Płyta nie odniosła zbytniego sukcesu, pomimo udziału Dody w bardzo popularnym reality show – Bar. Później Dorotka postanowiła się zmienić... Powiększyła o kilka rozmiarów biust, jeszcze bardziej się rozebrała i było "cudnie"... W 2004 roku wydała drugi album zespołu, zatytułowany Bimbo (tłum. Dziwka). Płyta była promowana przez fatalny singiel Dżaga. Debilny tekst, ale chwyciło... Na albumie znalazło się jednak kilka dobrych kompozycji, np. Chłopczyku Mój, Szafa czy Bar. Płyta odniosła spory sukces. Virgin się wybiło, a Dodzi odbiło... Związek z Radosławem Majdanem, kolejne rozbierane sesje... Ogólnie mówiąc to nie było zbyt fajne... Sama płyta była już bardziej pop-rockowa niż rockowa... Po zakończeniu promocji, Dodzia zapowiadała, ze nowy album zespołu będzie bardzo rockowy... I tak się zaczęło... W 2005 roku wypuszczono pierwszy singiel z nowego albumu. Był nim utwór Znak Pokoju. Koszmarna piosenka. Ale stała się hitem... Może pomogło to, że miała ona rzekomo nawiązywać do śmierci papieża...(?). Udało się im. Przyszedł czas na album. Do sklepów trafiła 3 płyta zespołu, zatytułowana Ficca (tłum. Cipka, bądź czasem slangowo Pizda). Co ciekawe płyta była opakowana w kartonik, na którym wielkimi literami pisało "doda", zaś małym druczkiem "virgin" ... Dosyć wymowne. Z tego jakże rockowego albumu wypuszczono kolejny singiel. Tym razem niesamowicie "rockowe" 2 Bajki... Jeszcze bardziej koszmarny numer. Tekst jak dla 13-latek, no i w sumie w większości właśnie tą grupę wiekową chwyciło... Nawet moja 6-letnia wówczas siostra śpiewała sobie tą piosenkę... Nie ma to jak dojrzali odbiorcy. Osobiście z tej płyty lubię 2 piosenki. Maksymalnie popową, lighotwą, balladkę Opowiem Ci, oraz dość zabawne Superstar. Warto dodać, że wypuszczono kilka reedycji tejże płyty... Jedna miała intymny filmik z wakacji Dodzi i Radzia, druga stringi... Liczyłem, że przy kolejnej dostanę włosy łonowe wokalistki zespołu, ale niestety się nie doczekałem. Warto dodać, że wypuszczono jeszcze jeden singiel, który promował którąś reedycję... Utwór nosił tytuł Szansa. Tragedia! Koszmarny tekst, ale dzięki Bogu, a raczej Ani Maliszewskiej nakręcono dobry klip. Mamy rok 2007. Zespół Virgin już nie istnieje. Teraz jest Doda! Pierwszym singlem była piosenka Katharsis. W sumie to nic wybitnego, ale jakoś tak mnie załapało. Weszło do głowy i przez długi czas wyjśc nie chciało. Miały na to z pewnością wpływ wakacje... Bo to przecież okres, kiedy nie trzeba aż tak ambitnej muzyki, aby miło spędzić czas... Kolejnym ruchem Dody, było wydanie debiutanckiego albumu, zatytułowanego Diamond Bitch (tłum. Diamentowa Suka). Cóż mogę powiedzieć... Ta płyta nie jest aż takim dnem jak Ficca, ale nie jest też tak dobra jak Virgin. Mamy na niej wyuzdane Diamond Bitch z heavymetalowym podkładem, spokojne i miłe dla ucha Ostatni Raz Ci Zaśpiewam, avrilo-clarksonowe Cheerleaderka oraz Judasze, które w niektórych momentach mają dziwny gothicmetalowy podkład. Ogólnie mówiąc płyta nie jest zła, ale mówienie, że to światowy poziom, bądź też najlepsza płyta tego roku jest zdecydowanie przesadne. Nie mam nic do Dodzi. Lubię oglądać wywiady, w których przekazuje swe "złote myśli", ale z jej muzyką nie chciałbym się raczej znaleźć na bezludnej wyspie... Chyba, że kiedyś nagra naprawdę dobra płytę... Szczerze jej tego życzę. I żeby zakończyć w jej stylu... GLEBA!19.08.2007
Still In Love With Her
Zadebiutowała w roku 1998 w girlsbandzie Destiny’s Child. Przez lata była tylko jego członkinią. Zawsze stała w cieniu Beyonce. Tak było do roku 2002, kiedy to Kelly Rowland, pojawiła się na featuringu w utworze Dilemma, u rapera znanego jako Nelly. W dużej mierze dzięki udziałowi Rowland, utwór stał się wielkim hitem. Wkrótce pojawił się solowy singiel Kelly, zatytułowany Stole. Utwór odniósł umiarkowany sukces. Kolejnym etapem było wydanie debiutanckiego solowego albumu, zatytułowanego Simply Deep. Na albumie pojawili się tacy goście jak Solange, Nelly czy Joe Budden. Płyta była promowana jeszcze przez dwa single: rewelacyjne Can't Nobody oraz Train On A Track. W sumie to ja na tym albumie widziałem więcej potencjalnych singli, jak chociażby Simply Deep czy genialne Haven't Told You. Ale niestety promocja się skończyła. Płyta nie odniosła wielkiego sukcesu. Kelly cały czas stała w cieniu Beyonce. W 2004 roku Kelly wraz z koleżankami z zespołu wydała album Destiny Fulfied. To mieliśmy już inną sytuację niż na poprzednich albumach. Dziewczyny śpiewały tyle samo. W przeszłości główny wokal należał do Beyonce. Kelly się wybiła z cienia. Album odniósł spory sukces. Jakiś czas po tym, Kelly pojawiła się na featuringu u Triny, w utworze Here We Go. Mamy rok 2007. Kelly Rowland powraca solo! Pierwszym singlem z jej nowego albumu jest kompozycja Like This, w której gościnnie pojawia się raperka Eve. Kelly pokazuje nam się z bardziej energicznej strony, jeśli można to tak ująć. Album Ms Kelly, który trafił już do sklepów jest płytą całkiem inną od debiutu. Jest to płyta bardziej żywiołowa. Ale Kelly nie zapomina też o tym, że jej bardzo mocną stroną są ballady... Mamy tu świetne Still In Love With My Ex. Ale są też bardzo dobre szybkie utwory jak chociażby Work czy Comeback. Ogólnie uważam, że jest to płyta na wysokim poziomie. Uważam też, iż Kelly jest mocno niedoceniona jako artystka. Ale może tak musi być? Może panna Rowland nie jest stworzona do tego by być mega gwiazdą jak jej koleżanka Beyonce? Nie wiem. Wiem za to, że każdy kto lubi dobrą muzykę, powinien poznać się z twórczością Kelly. Bad Girl Gone Good
Raz już o tej panience wspominałem... Kiedy debiutowała, miała jedynie 17 lat... a było to w roku 2005. Teraz mamy rok 2007, ona ma 19 lat i 3 albumy na swoim koncie. Któż to taki? Rihanna! Długo zwlekałem z tym, żeby coś tu o niej skrobnąć, no bo ani tu ją zjechać, bo przecież taka całkiem koszmarna nie jest, ani też chwalić, gdyż do ideału jej daleko... Kiedy w 2005 roku, pojawił się jej debiutancki singiel Pon De Replay, to szczerze zastanawiałem się, jak to się może komukolwiek podobać... Mnie nie ruszyło... od razu... Skrzeczący wokal, w sumie to niczym nie wyróżniająca się piosenka, a jednak świetnie się do niej bawi. Drugi singiel z debiutanckiego albumu Music Of The Sun, zatytułowany If It's Lovin' That You Want był całkiem przyjemną kompozycją. Pogodny utwór, ale nie miał chyba takiej siły przebicia. Panienka Fenty zakończyła promocję debiutanckiego albumu. Szczerze to obstawiałem, że to już jej koniec. A tu w 2006 roku wydała nowego, świetnego singla S.O.S.. Nie spodziewałem się tego. Wielki hit, i wielkie bum na Rihannę, zarazem. Następnie wydała świetną balladę Unfaithful. Fajny tekst, niezła melodia, świetny klip... w sumie to nie mogło się nie stać hitem. Do sklepów trafił drugi album wokalistki, zatytułowany A Girl Like Me. Album ten w przeciwieństwie do debiutanckiego, był całkiem niezły. Promowały go jeszcze dwa single: We Ride oraz Break It Off, w którym gościnnie pojawił się Sean Paul. Mamy rok 2007, a ta dziewczyna nie daje od siebie odpocząć... "Powraca" z nowym singlem Umbrella, w którym gościnnie pojawia się (przez moment) Jay-Z. Aktualnie mam już dosć tej piosenki w jej wykonaniu (piosenkę nagrało po niej jeszcze kilku wokalistów, między innymi Mandy Moore). Rihanna doczekała się swojego największego w karierze hitu. W sklepach pojawił się jej trzeci album, który zatytułowała Good Girl Gone Bad. Co ciekawe u tej wokalistki można zauwazyć tendencję zwyżkową... Rihanna z każdą płytą nagrywa coraz lepszy materiał. Album ten jest zdecydowanie jej najlepszym. W mediach grane są już kolejne single go promujące: całkiem fajne Shut Up And Drive i rewelacyjne Don’t Stop The Music. Co ciekawe na albumie ejst jeszcze kilka fajnych utworów jak Rehab, czy Breakin’ Dishes. Chodzą głosy, iż dziewczyna planuje już kolejny album... W takim razie, ja jestem ciekaw czym zaskoczy nas Rihanna w roku 2008. Czyżby naprawdę świetną płytą? W tym momencie zaprzeczę samemu sobie, ale czasem ludzie zmieniają zdanie... Wydaje mi się, że Rihanna Fenty tak szybko nie odejdzie w niepamięć...11.08.2007
Suga Power
Trzy kobiety, a może lepiej powiedzieć pięć kobiet... Wszyscy już wiedzą o kogo chodzi? Jeśli nie to powiem... Sugababes. Kiedy zaczynały karierę, miały zaledwie po parę naście lat. W skład zespołu należały wtedy: Siobhan Donaghy, Mutya Buena i Keisha Buchanan. Ich debiutancki album, zatytułowany One Touch był mieszanką popu i lekkiego r&b. Mnie osobiście jakoś szczególnie nie porwał. Chociaż już jedna rzecz wtedy rzuciła mi się w oczy, a może bardziej w uszy. Otóż dziewczyny już wtedy genialnie się komponowały wokalnie. Jak już pisałem, album mnie nie porwał, ale do tej pory uwielbiam Run For Cover. Ale po jakimś czasie stety bądź niestety w zespole pojawiły się zgrzyty. Bodajże w trakcie trasy koncertowej, z zespołu niespodziewanie odeszła Siobhan. I jak dla mnie to było dobre posunięcie. Nie lubiłem jej jako członkini Sugababes, natomiast solo jest jedną z moich ulubionych wokalistek. Do tej pory nie jest chyba jeszcze wyjaśnione, dlaczego odeszła. Wtedy to na jej miejsce dołączyła jedna z członkiń girlsbandu Atomic Kitten. Mowa tu o Heidi Range. Tu kariera Sugababes nabrała zawrotneggo tempa. W roku 2002 dziewczyny wydały swój drugi album zatytułowany Angels With Dirty Faces. Płyta znacznie dojrzalsza i bardziej dopracowana od debiutu. Głos Heidi bez problemu przypasował do wokali Mutyi i Keishy. Sugababes zachowały swój styl, ale podniosły sobie poprzeczkę. Płyta ta
była zapełniona hitami. Do tej pory można usłyszeć w stacjach radiowych takie utwory jak Stronger czy Round Round. Zespół osiągną upragnione (jak myślę) sukces. Po zakończeniu promocji albumu, wiele ludzi zastanawiało się co pokażą na następnej płycie. Pokazały wiele! W roku 2003 do sklepów trafił trzeci album dziewczyn, zatytułowany Three. Album ten jest zdecydowanie moim ulubionym w dyskografii Sugababes. Pierwszym singlem była kompozycja Hole In The Head, która okazała się sporym hitem. Płytę promowały w sumie cztery single. Każdy był dobry. Chyba najbardziej znanym jest rewelacyjna ballada Too Lost In You. Na Three, dziewczyny pokazały swoje niebanalne możliwości wokalne. Mówię tu głównie o pannie Buchanan i Buenie, gdyż Heidi nie jest obdarzona zbyt wybitnym wokalem. Tym albumem pokazały, ze nie są girlsbandem jednego sezonu. Podniosły sobie po raz kolejny poprzeczkę. Stały się bardziej dojrzałe i "wyuzdane muzycznie". Oprócz kompozycji zespołowych, każda z dziewczyn nagrała jedną piosenkę solo. I tak Mutya zaprezentowała nam bardzo smutny, soulowy utwór Maya, Heidi popową balladę Sometimes, a Keisha popowe Whatever Makes You Happy. Każda z dziewczyn wypadła świetnie. Po zakończeniu promocji, znów zastanawiano się czym zaskoczą nas na kolejnym albumie. Przekonaliśmy się o tym w roku 2005, kiedy to do sklepów trafił album Taller In More Ways, promowany przez hitowy singiel Push The Button. Dziewczyny zaprezentowały nam dojrzały materiał, opatrzony dojrzałym wizerunkiem. Wszystko współgrało.
Album bardzo dopracowany, z dosyć nie przemyślaną promocją moim zdaniem. W trakcie promocji zespół opuściła Mutya. Początkowo mówiono, że chce poświęcić się wychowaniu dziecka... ale ile było w tym prawdy to każdy się chyba już domyśla (Mutya wydała w tym roku swój debiutancki album).Na jej miejsce do zespołu dołączyła Amelle Berrabah (niegdyś członkini zespołu Boo2, który jednak nie odniósł sukcesu i rozpadł się jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu). Amelle idealnie wpasowała się do zespołu, pomimo tego, że zastępowała jedna z głównych wokalistek a ma całkiem inną barwę. Dziewczyny dokończyły promocję albumu. W 2006 roku wydały singla Easy, który zapowiadał komplikację największych hitów zespołu, zatytułowaną Overloaded: The Singles Collection. Z Amelle, zespół pokazał się z całkiem innej strony. Wszystkie nowe utwory znacznie różnią się od wcześniejszych dokonań zespołu. Widać fascynację rockową muzyką. Moim ulubionym utworem z ery Amelle jest zdecydowanie cover utworu zespołu Arctic Monkeys, zatytułowany I Bet You Look Good On The Dancefloor. Amelle wraz z wkroczeniem w szeregi zespołu wniosła do niego powiew świeżości... Mam nadzieję, ze to zaprocentuje na nowym albumie, który ma się ukazać jeszcze w tym roku. Mam też nadzieję, że nie doczekamy się kolejnej zmiany składu (przynajmniej nie w najbliższej przysżłości), gdyż z pierwotnego składu została już tylko Keisha... 8.08.2007
Shadow
Nie jest debiutantką, nie jest gwiazdką jednego przeboju, nie jest też artystką. Jest natomiast świetną tancerką i ... chyba tyle. Kto to taki? Britney Spears. Tytułowana księżniczką popu kiepska wokalistka... O talencie wokalnym tej pani wolę się nie rozpisywać... nie ukrywajmy, nie ma o czym. Być może jej prawdziwy głos był kiedyś całkiem niezły ale aktualnie z niego nie korzysta. Britney do tej pory wydała cztery albumy. Gdyby doliczyć jeszcze składankę największych hitów i remixy to sześć. Debiut Britney mnie nigdy nie zachwycił. Podobnie było z następca debiutanckiego albumu. Britney "ociekała" wtedy kiczem. Jej utwory były po prostu kiepskie. Sytuacja zmieniła się, kiedy to panna Spears wydała swój 3 album zatytułowany Britney. Ta płyta zdecydowanie różni się od poprzednich dokonań. Spears prezentuje siebie jako dojrzałą kobietę, świadomą swojej seksualności. Singiel I’m A Slave 4 U uważam za jeden z najlepszych utworów, jakie kiedykolwiek nagrała. Duży wpływ na to miał z pewnością bardzo seksowny teledysk do tejże piosenki. Wszystko idealnie współgrało. Ale ten album nie jest w całości tak dobry. Można powiedzieć, że 1/3 płyty to utwory dobre. Reszta jest zwykła albo kiepska... Britney nadal mnie nie zachwyciła w pełni. No, ale w 2003 roku nastąpił przełom. Do sklepów trafił czwarty album Spears, zatytułowany In The Zone. Absolutnie rewelacyjna płyta. Nie ma tam jak dla mnie utworów kiepskich. Jest kilka gorszych od reszty, ale przeważają utwory bardzo dobre. Z tym albumem Britney pokazała klasę. Tutaj poszła w stronę elektroniki co wyszło jej zdecydowanie na dobre. Są na tej płycie utwory, które przez te 4 lata od wydania płyty, nadal mi się nie znudziły, a słucham ich bardzo często, np. Breathe On Me, czy też kontrowersyjne Touch Of My Hand. Kolejnym wydawnictwem Britney była składanka największych hitów. Tu już nie było za ciekawie. Nowe utwory mnie osobiście nie powaliły. Później dostaliśmy jeszcze kilka całkiem fajnych piosenek, jak np. And Then We Kiss czy Over To You Now. No I cisza... Teraz niby ma powracać. Ale szczerze powiedziawszy to ja już sam nie wiem czy chcę tego powrotu. Odnoszę wrażenie, że ona nie jest na to gotowa... Stan psychiczny panny Spears nie wygląda za ciekawie. Oczywiście rzesze wiernych fanów mogą mi teraz zarzucić, że niby skąd ja coś takiego wiem... Stwierdzam po tym co widzę... Nie zdziwię się, jeśli za kilka lat Britney straci życie w stylu legendarnej gwiazdy rocka... Zastanawiam się tylko czy będzie to przedawkowanie czy też samobójstwo. Oczywiście, nie życzę jej tego... ale przecież nie można wykluczyć takiej opcji...3.08.2007
Girlsband Of The Underground
O tym, że moje homoseksualne uszy mają słabość do kobiecych wokali to chyba wszyscy wiedzą... Oprócz tego mają one też słabość do girlsbandów... 2003 rok... 5 niezłych wokalistek, „dźwięk podziemia”... Debiut brytyjskiego zespołu Girls Aloud! Pamiętam, ze gdy pierwszy raz usłyszałem ich debiutancki singiel Sound Of The Underground to bardzo mi się spodobał, ale... Doszukiwałem się chorych porównań do Spice Girls. Wypatrywałem nawet, która dziewczyna kreowana jest na którą spicetke. Głupie, szczeniackie zagranie. Bo tak naprawdę to ze Spice Girls dziewczyny mają mało wspólnego (kraj pochodzenia, liczba członkiń... i chyba tyle). Dziewczyny szykują się już do wydania 4 albumu! To dużo jak na girlsband, gdyż te zazwyczaj rozpadają się po drugim albumie... U Girls Aloud miłe jest to, że z każdą płytą się rozwijają. Nie stoją w miejscu. Ja ogólnie bardzo lubię brytyjski rynek muzyczny... Jest o wiele ciekawszy od amerykańskiego. Girls Aloud to wizytówka dobrego brytyjskiego popu. Nazywanie tego zespołu kiczem, tandetą czy chyba najbardziej bolesnym określeniem, słodkiego girlsbandu jest co najmniej krzywdzące... Ich debiutancki album mnie osobiście nie powalił... Owszem był fajny, ale taki zwykły, patrząc na późniejsze dokonania dziewczyn. Kiedy wydały swój drugi album zatytułowany What Will The Neighbours Say? To pomyślałem, że to szczyt ich możliwości. Świetne single promujące, świetny image, bardzo dobry album. Wiele osób spisało je już wtedy na straty... Myślano, że już nic lepszego nie nagrają. Dziewczyny nie dały jednak za wygraną. W roku 2005 wypuściły swój 3 album. Chemistry to jak do tej pory najlepsza płyta zespołu. Wydawała mi się taka dojrzała. Dziewczyny nie były już marionetkami. To kobiety doskonale wiedzące co chcą tworzyć. Ten album to zbiór świetnych numerów. Ma on słaby punkt, i jest to pierwszy singiel promujący, zatytułowany Long Hot Summer. Reszta utworów jest rewelacyjna, na czele z dynamicznym można nawet powiedzieć rock’n’rollowym Waiting. Kolejnym wydawnictwem zespołu było składanka największych hitów. Wydawnictwo to promowane było przez utwór Something Kinda Ooooh. I tu mamy kolejny krok do przodu... Tym razem dziewczyny poszły w stronę elektronicznego brzmienia. Było to najlepsze posuniecie jakie mogły zrobić... Teraz dziewczyny rozpoczynają promocję czwartego albumu. Już pierwszy singiel, zatytułowany Sexy! No No No... pokazuje nam czego możemy spodziewać się po kolejnym albumie. Widać fascynację elektroniką. Nowy singiel to zdecydowanie najlepszy singiel w ich karierze i jeden z najlepszych utworów jakie kiedykolwiek nagrały. Jestem przekonany, że nowy album będzie wyśmienity. Jeśli komuś girlsbandy kojarzą się jedynie z leciutkim i mało ambitnym popem to zdecydowanie powinien posłuchać Girls Aloud.
30.07.2007
She Is Better Alone
Swoją karierę rozpoczęła w 1996 roku, kiedy to ukazał się debiutancki singiel girlsbandu Spice Girls, zatytułowany Wannabe. Zespół odniósł sukces. Czemu to zawdzięcza? Łatwym kompozycjom, kiczowatemu wizerunkowi... Dzieciaki pokochały Spicetki... W tym ja! I w sumie kocham ten zespół do dziś. Może już nie tyle za kompozycje, ale z sentymentu... Już jako Sporty Spice, panna Chisholm wyróżniała się w zespole. Nie chodzi tu o wygląd... ale o wokal. W piosenkach było jej bardzo dużo. Wyróżniała się swoim dosyć charakterystycznym wokalem. Niektórych ten wokal irytował, mnie zawsze fascynował. Zdecydowanie miała najlepszy głos w zespole. Trzy lata po debiucie Spice Girls, Melanie postanowiła wydać debiutancki solowy album. To był przełom! Skończyła z kiczowatym wizerunkiem „dresiary”, jej utwory nie były już tak banalne jak niektóre z repertuaru Spice Girls. Album Northern Star, do tej pory uważam za prawdziwą perełkę. Jest to mieszanka popowych i pop-rockowych utworów na bardzo wysokim poziomie. Widać, że zależało jej na tym aby ludzie zaczęli ją postrzegać jako Melanie C, a nie jako Sporty Spice. Na albumie w utworze Never Be The Same Again, pojawiła się gościnnie świętej pamięci Lisa „Left Eye” Lopes... No a Left Eye to akurat z byle kim nie pracowała... Prawie wszystkie single odniosły sukces. Utwór I Turn To You wbił się już do kanonu muzyki popularnej... Do tej pory można usłyszec ta piosenkę w radiu. I co ciekawe dla mnie cały czas jest tak samo świeża i przebojowa jak była 8 lat temu. Po zakończeniu promocji solowego albumu, Melanie wróciła do dziewczyn. I w roku 2000 do sklepów trafiła ich 3 płyta. W zespole nie było już Geri Halliwell, i o dziwo muzyka Spice Girls się zmieniła. Nie było to tak dobre jak solowy album Melanie, ale trzymało poziom. Po drodze dziewczyny „zgubiły” gdzieś swój kiczowaty wizerunek i banalne kompozycje... No ale o Spice Girls, jeszcze coś kiedyś napiszę... Skupmy się na Melanie. Po zakończeniu promocji albumu Forever, dziewczyny zawiesiły działalność (czytając miedzy słowami: rozpadły się). Do roku 2003 o Melanie było cicho... Pojawiały się tylko jej zdjęcia, przedstawiające jej rozrastające się ciało... No ale w 2003 roku Melanie znalazła powód do tego by wrócić... Wydała Reason. Miała dość ciężkie zadanie... Musiała przecież nagrać coś co byłoby przynajmniej na miarę jej debiutu... I tu opinie były już mocno podzielone. Niektórzy uważali, że nie podołała. Inni sądzili, że nagrała lepszy album od debiutu... Ja nie potrafię się przychylić do ani jednej z tych opinii. Według mnie Reason to płyta całkiem inna niż debiut. Jest spokojnie, momentami wręcz nudno... Zdecydowanie płyta nie nadaje się do słuchania w dzień... Rozerwać się przy niej zbytnio nie można. Ale jest świetna do posłuchania przed snem. Reason uspokaja. Głos Melanie brzmi zdecydowanie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Na płycie co ciekawe, znalazł się nawet cover utworu pewnej polskiej wokalistki... Chodzi tu o utwór Soul Boy pochodzący z repertuaru Edyty Górniak! Ja osobiście do tej pory nie potrafię stwierdzić czyja wersja bardziej do mnie przemawia... Obydwie są dobre. Reason nie odniosło sukcesu. Wytwórnia zerwała kontrakt z Melanie. Można powiedzieć, ze nie było za ciekawie. Melanie jednak się nie poddała i założyła własną wytwórnię Red Girl Records. Pod szyldem tej właśnie wytwórni wydała swoją trzecią w karierze płytę. Album Beautiful Intentions to płyta w całosci pop-rockowa. Tym albumem, Melanie chciała się całkowicie odciąć od przeszłości... manifestem tego jest chociażby utwór Better Alone. Ja uwielbiam ten album. To 15 świetnych utworów. Nie ma takiego którego bym nie lubił. Każdy z nich ma w sobie coś szczególnego (dla mnie oczywiście). I rzeczywiście chyba tylko ja widzę taki potencjał tej płyty, gdyż płyta była flopem! Jedynym sukcesem z tego albumu była kompozycja First Day Of My Life, która tak naprawdę została nagrana dużo później od reszty utworów i nie pasuje do reszty albumu. Nie jest nawet na jego oryginalnej trackliście. Kolejna porażka, i kolejne zniknięcie. Tym razem Melanie powróciła w roku 2007. W sumie wszystko było dosyć niespodziewane. Wydała cover utworu Aarona Cartera, zatytułowany I Want Candy (flop!), oraz kompozycję The Moment You Believe, która w naszym kraju jest sporym hitem. I nadszedł czas na czwarty solowy album... Do sklepów trafiła płyta This Time. Zdecydowanie najlepsza płyta w dorobku Melanie. Przebiła jak dla mnie nawet swój debiut. Płyta niesamowicie spójna i przemyślana. Nie ma na niej słabych punktów... Nawet b-side z singla The Moment You Believe, zatytułowany Fragile zaliczam do moich ulubionych utworów tego roku. Melanie pokazała, że jest dojrzałą artystką. Ale niestety jak do tej pory album nie został zbytnio doceniony i Chisholm zaliczyła kolejnego w karierze flopa. Ale nie sądzę, żeby się poddała. Ja w nią wierzę już od 10 lat i nie sądzę, żebym przestał. Melanie to artystka którą jestem w stanie kupić w ciemno... Mało jest takich artystów, których taki zaszczyt z mojej strony „kopnął”.30.06.2007
Powrót do korzeni
Przyszedł ten moment kiedy muszę coś napisać o mojej muzie... Ma 26 lat, niepowtarzalną urodę, potężny głos, którym operuje w taki sposób, że aktualnie nie ma sobie równych. Startowała w tym samym czasie co Britney Spears czy Mandy Moore. Zna ja każdy. Wielu z moich znajomych jej nie trawi. Kto to taki? Proste! Christina Aguilera. Christina jest artystką. Na swoim koncie ma 4 albumy... na upartego można powiedzieć, że 6. Wielkim przełomem w jej karierze było wydanie albumu Stripped. Płyta ta to perła. Nie ma na niej ani jednego dźwięku, który by mi się nie podobał. Genialne kompozycje połączone z genialnym wokalem stworzyły bestseller. Christina już dawno „wybiła się z pudełka” z mało utalentowanymi, ładnymi piosenkareczkami śpiewającymi łatwe i przyjemne piosenki dla nastolatek. Większość uważa, że ten przełom nastąpił dopiero w chwili wydania Stripped. Jak dla mnie ona już poprzez utwory Reflection czy Obvious z debiutanckiego albumu Christina Aguilera pokazała, że jest wokalistką z wyższej półki. Kolejnym małym przełomem było wydanie Mi Reflejo, czyli hiszpańskojęzycznej wersji debiutanckiego albumu, wzbogaconej o kilka nowych utworów. Jak dla mnie Mi Reflejo jest jednym z najlepszych jej albumów. Bije na głowę debiutancki album. Później było Stripped... Wielki szum, zachwyt i oczekiwanie na kolejny album. Wszyscy byli ciekawi co pokaże... Kiedy w 2006 roku wydała Back To Basics, początkowo byłem zachwycony. Nie potrafiłem oderwać się od tej płyty. Była zdecydowanym numerem jeden 2006 roku... No ale trochę czasu już minęło. Christina zawiodła mnie tym albumem. Stwierdzam to po bardzo długim czasie, ale tak jest. Album mnie męczy. Nie jestem w stanie wysłuchać go do końca. Jest na nim jedynie kilka utworów, które uwielbiam, i to się nie zmieni. Większość kompozycji mnie nudzi i męczy. Być może jest to efekt „przejedzenia”... Ostatnim gwoździem do trumny tego albumu, było wydanie na singla chyba najbardziej znienawidzonej przeze mnie kompozycji, zatytułowanej Candyman. Liczę, że przy następnej płycie, Christina będzie w stanie mnie zaskoczyć i ponownie zachwycić, ale zachwycić tak jak to było przy Stripped... na zawsze. Bo teraz wolę posłuchać Mi Reflejo i pięknych utworów jak np. El Beso Del Final niż „wracać do korzeni”...19.06.2007
Ona pragnie i ja pragnę
Jej single znają wszyscy, bo niestety nie sposób nie znać czegoś co jest grane wszędzie. Myślę, że za niedługo doczekamy się jej sesji w CKM-ie, bo Playboy to zbytni prestiż... Jak tak dalej pójdzie, to będę bał się otworzyć lodówkę, żeby przypadkiem stamtąd mi przypadkiem nie wyskoczyła jej niezbyt urodziwa facjata. Reprezentowała Polskę w konkursie Eurowizji, gdzie wraz z kolegami z „legendarnego” już zespołu Ivan & Delfin odniosła pokazową klapę. Na swoim koncie ma debiutancki album, jego reedycję, drugi album i uwaga... „best ofa” (!). O kim mowa? Myślę, że już się domyślacie... Oczywiście o Gosi Andrzejewicz. Zastanawia mnie fenomen tej kobiety. Co ona takiego ma, że naród ją kocha? W sumie pod pojęciem naród, kryją się głównie obywatele z przedziału wiekowego 10-13 lat... Chociaż zdarzają się wyjątki... Pewnego dnia siedziałem sobie fryzjera i nagle słyszę „każdy z nas pragnie mieć trochę ciepła”. I myślę sobie co do cholery?! Obróciłem się i co zobaczyłem? Okazało się że pewien wyglądający na 25 lat mężczyzna miał ustawiony ten utwór jako dzwonek w telefonie... Traumatyczne przeżycie, ale prawdziwe... niestety. I tak kurde myślę, za co ci wszyscy ludzie ja tak lubią? Głos ma dziewczę straszny a jej ozdobniki „ijeijeijeije” to już jest szczyt. Jej utwory są tak banalne, że aż głupie. Ja rozumie, że ona pragnie... ale ja pragnę żeby odeszła. Dziewczyna zajmuje tylko miejsce na polskiej scenie, a przecież nie wnosi nic nowego. Najbardziej mnie bawi jej czerpanie inspiracji z Nelly Furtado. W jednym z utworów na jej albumie Lustro słychać wyraźną inspirację Say It Right, nieudaną oczywiście... w sumie to nawet jej najnowszy singiel Latino zalatuje mi No Hay Igual panny Furtado. Zero oryginalności... Ale czego można wymagać od Andrzejewicz? Ona była, jest i będzie jedynie Gosią A.. Jej gra medialna przed festiwalem w Opolu, miała chyba za zadanie pokazać, jaką to ona jest genialną wokalistką... No bo jak mówią, ze nie potrafi śpiewać, a na koncercie jednak pokazuje, że daje rade swoim utworom, to jest genialna i jakże niedoceniona... W tym momencie naród powinien przeprosić Małgorzatę... Tylko pozostaje jeszcze kwestia tego, jak ona to zaśpiewała... Moje uszy do tej pory cierpią, chociaż i tak już wolę jak śpiewa niż jak coś mówi, bo nie dość ze mówi bez najmniejszego sensu, to jeszcze jej głos jest bardziej irytujący niż podczas śpiewu... Mogło by się wydawać, ze to niemożliwe, a jednak... I co się teraz dziwić, że Edyta Bartosiewicz siedzi cicho i za cholerę nie chce wrócić? No bo co będzie wracać, skoro ze swoimi utworami nie będzie już miała siły przebicia, gdyż będą miały zbyt poetyckie i ambitne teksty... W sumie Edyta to teraz nawet wyglądem nie nadrobi... Bo swoje lata już ma, i nie pierdolnie się w Gali nago, przyodziana jedynie w prześcieradło, ani nie wystąpi na Eska Music Awards w kreacji która prawie że ukazuje jej narządy rozrodcze... No cóż... Nastały czasy kiedy w Polsce króluje banał... Mam nadzieję, że niedługo nadejdzie nowa epoka... The Trouble With Skin
Pewnie niektórzy pamiętają istniejącą w latach dziewięćdziesiątych kapelę rockową – Skunk Anansie. Zespół zakończył swoją działalność po wydaniu 3 (bardzo dobrych) albumów. Twarzą kapeli była niezbyt urodziwa ale bardzo charyzmatyczna wokalistka – Skin. Obdarzona niepowtarzalnym wokalem, bogatą osobowością i wielkim talentem. Skin nigdy nie „owijała w bawełnę”. Po rozpadzie zespołu zrobiło się o niej cicho... Niby był jakiś duet z Maximem (The Prodigy), ale nic poza tym. Do momentu kiedy w 2003 roku, wokalistka postanowiła wydać debiutancki solowy album. I wtedy dostaliśmy nową Skin. Była liryczna, bardziej kobieca, ale nadal genialna. Subtelne utwory, piękny wokal, dobre teksty... Utwór Trashed, przez jakiś czas był nawet grany w komercyjnych, polskich rozgłośniach radiowych, co jest nie lada sukcesem. Album nie odniósł zbytniego sukcesu, ale dzięki tej płycie, Skin udowodniła, że jest Artystką. Po 3 latach od debiutu, Skin postanawia wydać drugi album. I tu zaczynają się schody. Porzuciła liryke... Stała się bardziej surowa i agresywna. Album Fake Chemical State, w przeciwieństwie do debiutanckiego Fleshwounds, nie jest już zbiorem świetnych utworów, których można słuchać latami... Niby jest na nim kilka dobrych kompozycji (Purple, Falling For You, Just Let The Sun czy Alone In My Room), ale nie ma tej magii która była zawarta na pierwszym albumie. Wydaje się, że Fake Chemical State, to płyta niezbyt świeża... Taka wtórna. Tak jakby Skin chciałą iśc na łatwizne i połaczyć wszystko to co robiła w Skunk Anansie i na debiucie... Nie wyszło niestety zbyt dobrze. Co ciekawe, najlepszym utworem z ery tego albumu jest świetny b-side z singla Just Let The Sun, zatytułowany Petrol Station Flowers. Nie ukrywam, że Skin jest jedna z moich ulubionych wokalistek. Liczę na to, że przy kolejnym albumie Skin już mnie nie zawiedzie i nagra coś na poziomie co najmniej debiutanckiego albumu.18.06.2007
Kogoś tu brak... Dido
Usiadłem sobie tak dzisiejszego popołudnia i jak zwykle miałem odwieczny problem... Czego do cholery mam słuchać? To chyba najczęściej padające pytanie, które kieruję sam do siebie. No, więc stwierdziłem, że pozwolę żeby Winamp sam zadecydował. No i włączył. Zaintrygował mnie początek utworu... Pomyślałem, że brzmi znajomo, ale za cholerę nie potrafiłem dojść do tego, co to za utwór... I co widzę? Genialne Honestly Okay z repertuaru wspaniałej Dido. I właśnie w tym momencie zrozumiałem, jak bardzo mi brakuje tej kobiety... No, bo przecież ostatni album, wydała w 2003 roku! 4 lata temu! W tym czasie pokazały się różne gwiazdki (jak np. Rihanna, Paris Hilton, itp.), o których mało, kto będzie pamiętał po kilku latach. W sumie są też pewnie tacy, którzy nie pamiętają już Dido, albo kojarzą laskę z teledysku Eminema. Ale ja pamiętam. I przykro mi strasznie, że nie wydała niczego nowego. Bo brakuje mi tego klimatu, który tworzy w swoich utworach. Niby panna Amstrong to taka szara, kompletnie nie rzucająca się w oczy kobieta... Ale o to właśnie chodzi w muzyce. Uroda, seksapil, wyuzdanie sceniczne czy show, mają być tylko elementami dodatkowymi... nie koniecznymi, bądź jak to się teraz często zdarza podstawowymi. Dla mnie w muzyce chodzi o głos, emocje i umiejętność stworzenia niesamowitego klimatu... Dido to potrafi. Nie potrzeba jej było do tej pory 5 raperów na featuringach, błyszczących, kiczowatych klipów, bielizny zamiast ubrania. Zawsze kojarzyła mi się z prostą, zwykłą i skromną dziewczyną, o niesamowicie sympatycznej twarzy. I tęskno mi do jej głosu w radiu. Bo jak wszyscy wiedzą radia lubią Dido. Ktoś jej może zarzucić, że jest banalna i taka "radiowa". A dlaczego przymiotnik "radiowy" traktowany jest jako synonim słowa zły, kiepski... Czy radia nie mają puszczać tego, co dla nas przyjemne, co ma nas relaksować? Ja to akurat tak odbieram. Oczywiście nie zawsze spełniają moje wymagania, ale nie jest aż tak tragicznie.Wszystko wyszło jakoś chaotycznie... No, ale chciałem podsumować... Brakuje mi Dido. Chcę czegoś klimatycznego i na poziomie. Czegoś, co nie będzie zbyt ciężkie do słuchania do snu (Bjork), czegoś, co nie będzie zbyt nudne do prowadzenia samochodu (Norah Jones). Chcę po prostu idealnie mi pasującej w każdym momencie DIDO!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

