Przyszedł ten moment kiedy muszę coś napisać o mojej muzie... Ma 26 lat, niepowtarzalną urodę, potężny głos, którym operuje w taki sposób, że aktualnie nie ma sobie równych. Startowała w tym samym czasie co Britney Spears czy Mandy Moore. Zna ja każdy. Wielu z moich znajomych jej nie trawi. Kto to taki? Proste! Christina Aguilera. Christina jest artystką. Na swoim koncie ma 4 albumy... na upartego można powiedzieć, że 6. Wielkim przełomem w jej karierze było wydanie albumu Stripped. Płyta ta to perła. Nie ma na niej ani jednego dźwięku, który by mi się nie podobał. Genialne kompozycje połączone z genialnym wokalem stworzyły bestseller. Christina już dawno „wybiła się z pudełka” z mało utalentowanymi, ładnymi piosenkareczkami śpiewającymi łatwe i przyjemne piosenki dla nastolatek. Większość uważa, że ten przełom nastąpił dopiero w chwili wydania Stripped. Jak dla mnie ona już poprzez utwory Reflection czy Obvious z debiutanckiego albumu Christina Aguilera pokazała, że jest wokalistką z wyższej półki. Kolejnym małym przełomem było wydanie Mi Reflejo, czyli hiszpańskojęzycznej wersji debiutanckiego albumu, wzbogaconej o kilka nowych utworów. Jak dla mnie Mi Reflejo jest jednym z najlepszych jej albumów. Bije na głowę debiutancki album. Później było Stripped... Wielki szum, zachwyt i oczekiwanie na kolejny album. Wszyscy byli ciekawi co pokaże... Kiedy w 2006 roku wydała Back To Basics, początkowo byłem zachwycony. Nie potrafiłem oderwać się od tej płyty. Była zdecydowanym numerem jeden 2006 roku... No ale trochę czasu już minęło. Christina zawiodła mnie tym albumem. Stwierdzam to po bardzo długim czasie, ale tak jest. Album mnie męczy. Nie jestem w stanie wysłuchać go do końca. Jest na nim jedynie kilka utworów, które uwielbiam, i to się nie zmieni. Większość kompozycji mnie nudzi i męczy. Być może jest to efekt „przejedzenia”... Ostatnim gwoździem do trumny tego albumu, było wydanie na singla chyba najbardziej znienawidzonej przeze mnie kompozycji, zatytułowanej Candyman. Liczę, że przy następnej płycie, Christina będzie w stanie mnie zaskoczyć i ponownie zachwycić, ale zachwycić tak jak to było przy Stripped... na zawsze. Bo teraz wolę posłuchać Mi Reflejo i pięknych utworów jak np. El Beso Del Final niż „wracać do korzeni”...30.06.2007
Powrót do korzeni
Przyszedł ten moment kiedy muszę coś napisać o mojej muzie... Ma 26 lat, niepowtarzalną urodę, potężny głos, którym operuje w taki sposób, że aktualnie nie ma sobie równych. Startowała w tym samym czasie co Britney Spears czy Mandy Moore. Zna ja każdy. Wielu z moich znajomych jej nie trawi. Kto to taki? Proste! Christina Aguilera. Christina jest artystką. Na swoim koncie ma 4 albumy... na upartego można powiedzieć, że 6. Wielkim przełomem w jej karierze było wydanie albumu Stripped. Płyta ta to perła. Nie ma na niej ani jednego dźwięku, który by mi się nie podobał. Genialne kompozycje połączone z genialnym wokalem stworzyły bestseller. Christina już dawno „wybiła się z pudełka” z mało utalentowanymi, ładnymi piosenkareczkami śpiewającymi łatwe i przyjemne piosenki dla nastolatek. Większość uważa, że ten przełom nastąpił dopiero w chwili wydania Stripped. Jak dla mnie ona już poprzez utwory Reflection czy Obvious z debiutanckiego albumu Christina Aguilera pokazała, że jest wokalistką z wyższej półki. Kolejnym małym przełomem było wydanie Mi Reflejo, czyli hiszpańskojęzycznej wersji debiutanckiego albumu, wzbogaconej o kilka nowych utworów. Jak dla mnie Mi Reflejo jest jednym z najlepszych jej albumów. Bije na głowę debiutancki album. Później było Stripped... Wielki szum, zachwyt i oczekiwanie na kolejny album. Wszyscy byli ciekawi co pokaże... Kiedy w 2006 roku wydała Back To Basics, początkowo byłem zachwycony. Nie potrafiłem oderwać się od tej płyty. Była zdecydowanym numerem jeden 2006 roku... No ale trochę czasu już minęło. Christina zawiodła mnie tym albumem. Stwierdzam to po bardzo długim czasie, ale tak jest. Album mnie męczy. Nie jestem w stanie wysłuchać go do końca. Jest na nim jedynie kilka utworów, które uwielbiam, i to się nie zmieni. Większość kompozycji mnie nudzi i męczy. Być może jest to efekt „przejedzenia”... Ostatnim gwoździem do trumny tego albumu, było wydanie na singla chyba najbardziej znienawidzonej przeze mnie kompozycji, zatytułowanej Candyman. Liczę, że przy następnej płycie, Christina będzie w stanie mnie zaskoczyć i ponownie zachwycić, ale zachwycić tak jak to było przy Stripped... na zawsze. Bo teraz wolę posłuchać Mi Reflejo i pięknych utworów jak np. El Beso Del Final niż „wracać do korzeni”...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
Zgadzam sie w sumie ze wszystkim. I rowniez wole wracac nawet do debiutu Chris niz sluchac B2B...Oczywiscie album ma swoje perelki, takie jak Save Me From Myself czy Oh Mother. Ale ta stylistyke Christina podlapala bardzo wczesnie i nic dziwnego, ze w tej chwili juz meczy i nudzi.
Bardzo przyjemnie sie ciebie czyta, bede wpadac :D
Prześlij komentarz